sobota, 11 kwietnia 2015

[7] Giles Waterfield ''Długie popołudnie''

Autor: Giles Waterfield
Tytuł: Długie popołudnie
Wydawnictwo: Kle
Liczba stron: 252
Posiadam: TAK


''Powieść zaczyna się niczym nieskomplikowana historyjka o bogatej i błyskotliwej angielskiej rodzinie, która z powodów zdrowotnych tuż przed I wojną światową zamieszkała w Mentonie na południu Francji. Potem, z biegiem czasu, w latach 20. i 30. można dostrzec stopniowe narastanie neurozy, zamknięcia się w sobie, izolacji, a nawet omamów''

(źródło: okładka)

Pisarz Giles Waterfield nie jest znany polskim czytelnikom, dlatego warto na samym początku recenzji przytoczyć kilka informacji o tym, kim jest ów autor. ]Jest on kuratorem i pisarzem, dyrektorem Royal Collection Studies i wykładowcą Courtauld Institut of Art w Londynie.Anglojęzycznym czytelnikom dał się poznać jako autor takich powieści jak: ''The Hound in the Left Hand Corner'' i Marham Thorpe. Recenzowana przeze mnie książka ''Długie popołudnie'' jest pierwszą tego pisarza, która ukazała się w języku polskim dzięki wydawnictwu Kle.

Muszę przyznać, że niniejsza książka jest szczególna. Nie znajdziemy tam zwrotów akcji, szalonych wydarzeń czy trzymających w napięciu scen. Nie o tym jest ta książka. To cudowny opis życia angielskiej rodziny, która tuż przed pierwszą wojną zamieszkuje w uroczym domu w Mentonie na południu Francji. Dwoje głównych bohaterów Helen i Henry to małżeństwo o wątłym zdrowiu, którzy właśnie Mentonę wybierają na idealne miejsce do podreperowania swojego stanu. Nie są jednak sami- mają dwoje uroczych dzieci: Francisa i Charlesa.

Giles Waterfield w ''Długim popołudniu'' zawarł interesujący i bardzo plastyczny opis dziejów rodziny Williamsonów oraz otoczenia, w którym przyszło im żyć. Czytając opisy zdawało mi się, ż doskonale widzę te miejsca, przedmioty, stroje, które autor z takim rozmachem przedstawił czytelnikom. Same opisy ogrodu czy domu, do którego wprowadzili się nasi bohaterowie zasługują na szczególną uwagę. Autor starannie operuje plastycznym językiem, który czytelnik aż chłonie:

''Z werandy było przejście do właściwego ogrodu i Helen przechadzała się tam w wolnych chwilach. Jej ulubionym miejscem był marmurowy stół pod pergolą, ciągnącą się wzdłuż trawnika. Siedząc tam mogła obserwować basen pod największym drzewem oliwnym, wciąż napełnianym przez chłopca z brązu , trzymającego w prawej ręce rybę, z której pyszczka wylewała się woda'' ( s.72)

Przedstawione życie rodziny Williamsonów płynie powoli, zaplanowane w regularny sposób przez czuwającą nad wszystkim służbę. Czytelnik rozleniwia się wraz z bohaterami, odpoczywa wraz z nimi w ogrodzie czy podczas lunchu połączonego z ożywioną konwersacją. Całe życie rodziny zdaje się być trochę monotonne, krępujące czasem ich samych niezliczonymi konwenansami, które szczególnie w pewnym momencie zaczynają męczyć pana domu, Henry'ego:

''Dlaczego organizujemy sobie życie, tak by nieliczne szczęśliwe chwile były przytłoczone niezliczonym pasmem zawodów? Dlaczego pozwalamy, by rządził nami konwenans?''

Opisywana przez autora rzeczywistość jest ospała i powolna. W pewnym momencie czytelnikowi ukazany jest paradoks: rodzina z gruntu szczęśliwa jest tak naprawdę dogłębnie zraniona i pozbawiona czegoś, czego cały czas poszukują błądząc na oślep, coraz to odkrywając boleśniejszą prawdę o sobie samych.

To książka szczególna, refleksyjna. Pozwala przyjrzeć się człowiekowi takiemu, jakim jest naprawdę. Pokazuje człowieka uwiązanego przez siebie samego sztucznymi potrzebami, troską o samego siebie i bliskich. Ukazuje egoistyczną naturę i ucieczkę przed prawdziwym światem w głąb sztucznego, ustalonego co do minuty planu dnia, który tylko złudnie mami nas bezpieczeństwem, którego tak bardzo potrzebują bohaterowie w ówczesnym niespokojnym czasie.

Powieść ukazuje także prawdziwą siłę miłości, łączącą dwójkę bohaterów, którzy stojąc przed ostatecznym wyborem, nie wahają się drastycznie przeciwstawić się temu, czego wbrew swojej woli najprawdopodobniej będą musieli doświadczyć.


''Długie popołudnie'' to powieść zupełnie specjalna, poruszająca. Początkowo trudno wejść w konwencję narzuconą przez autora. Możemy czuć się znudzeni obfitością i starannością opisów. Jednak to dopiero początek przygody, w którą zabiera nas Waterfield. Przygody przepełnionej konwenansami, obfitymi posiłkami. Tak naprawdę kluczem powieści są Helen i Henry. To bohaterowie szczególni, którzy pozornie wiodąc nudne życie, wewnątrz siebie przeżywają walkę w imię dawno nieodnalezionego szczęścia.

7/10

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kle 

5 komentarzy:

  1. Wydaje się być ciekawa, jeśli tylko wpadnie mi w ręce, z chęcią przeczytam :)

    k-siazkowyswiat.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie nie dla mnie.

    Pozdrawiam ;)
    mianigralibro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, usnęłabym bez akcji ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka wydaje się ciekawa, ale chyba nie jest dla mnie

    Pozdrawiam:*
    http://klaudiaczytarecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Już okładka pokazuje że książka jest refleksyjna. Chętnie bym się nią zagłębiła w jakieś ciepłe popułudnie. :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wizytę. Pozostaw po sobie ślad, będzie mi bardzo miło przeczytać kilka słów od Ciebie :)